Tak na początek
2010-01-19 14:22:44
Podczas codziennego jeżdżenia i treningów, szkolenia jeźdźców i pracy z powierzonymi mi końmi, zdarzają się dziesiątki niespodziewanych odkryć. Coś - pewne sformułowanie, zastosowane u jakiejś pary, ćwiczenie zaordynowane dosiadanemu przeze mnie koniowi - po prostu DZIAŁA.
Niedługo minie 20 lat, odkąd próbuję zgłębić tajemnice jeździectwa. Czasem droga nie była łatwa; wystarczy wspomnieć pierwsze 4 lata moich prób na końskim grzbiecie, gdy jeszcze nie wiedziałam, że można anglezować na złą lub dobrą nogę czy też, żeby zagalopować, należy skośnie usiąść na siodle i zastosować półparadę. Nie skarżę się jednak - przy każdej okazji korzystałam z pomocy takich doskonałych jeźdźców i trenerów, jak chociażby pp. Wanda Wasowska, Ania Piasecka, Ania Bienias, Halinka Gronowska, Krzysztof Tomaszewski, Wacław Pruchniewicz czy Zbyszek Dukaj. Z nimi pracowałam dłuższy czas, a w miarę możliwości korzystałam z konsultacji z polskich i zagranicznych trenerów - wychodząc z założenia, że nie ma sensu wyważać już raz otwartych drzwi.
Długie okresy samodzielnej pracy, których niestety nie uniknęłam, spowodowały, że często musiałam rozwiązywać problemy samodzielnie, wspomagając się lekturą, obserwacjami, rozmowami z mądrzejszymi, a także własnymi odczuciami na koniu.
Od początku treningów z Panią Anią Piasecką zapisywałam ważniejsze uwagi w moim czerwonym zeszycie, do którego z czasem trafiały mądrości kolejnych trenerów. Kilkakrotnie udało mi się zgubić, a potem szczęśliwie odnaleźć mój cenny pamiętnik (a raczej skarbnicę wiedzy w czerwonej okładce, w którą się z biegiem czasu przeistoczył) - przez to boję się, że kiedyś utracę go bezpowrotnie.
Zapiski w sieci dużo trudniej zgubić i stają się przez to dużo trwalsze od tych wpisanych do zeszytu w kratkę.